Sztuka czekania

Spędziłam dzisiaj wiele godzin w pociągu ale część z nich uprzyjemniona była niesamowitą historią, którą przez cały dzień chciałam się z Wami podzielić. To historia dla tych z nas, które wierzą, że dobra praca, wysiłek i talent same się obronią i zostaną docenione. Czyli dotyka to większości kobiet i niewielkiej części mężczyzn ;)

Bo jak wiemy stereotypowo faceci chodzą głośno opowiadając jak to ciężko pracują i czego to nie zrobili a czasem co zamierzają zrobić – dzięki czemu są zauważani, uznawani, premiowani i awansowani. Natomiast kobiety siedzą przy biurkach, sumiennie pracując,bo szkoda im czasu na lans, bo robota musi być zrobiona. Przez co ocenia się je, że słabo zarządzają czasem, mają problem w rozprowadzaniu się wśród managementu, nie mają siły przebicia – przez co nie są zauważane, premiowane i awansowane (bo przecież nie będą się domagać awansu).

Zatem wracając do dzisiejszej historii, jest to wspaniały przykład na taką postawę oraz dowód na to, że wiara w swoje możliwości oraz nadzieja przynoszą efekty. Czasem trzeba jedynie poczekać na swój moment. Czasem to czekanie trochę trwa.

Po sześciu dekadach raczej prywatnego malarstwa, Pani Carmen Herrera sprzedała swój pierwszy obraz pięć lat temu w wieku lat 89. Teraz w wieku 94 lat, pijąc szampana podczas skromnej uroczystości na jej cześć mogła w końcu powiedzieć, że jej kariera bezsprzecznie ruszyła z miejsca. Podczas tej uroczystości wręczono jej nagrodę za dorobek życia od fundacji sztuki Walker Art Center w Minneapolis.

Wznosząc toast jej przyjaciel malarz Tony Bechara, powiedział “W Puerto Rico mamy takie powiedzenie, Autobus zawsze przyjeżdża po tych, którzy czekają”.

Pani Herrera, sama pochodząc z Puerto Rico odpowiedziała śmiejąc się “ Tony, spędziłam na tym przystanku ładnych 94 lat!”

Od momentu sprzedaży pierwszego dzieła w roku 2004, kolekcjonerzy ruszyli chętnie zakupywać promiennie ascetyczne prace Pani Herrery, które zagościły w tak uznanych miejscach jak the Museum of Modern Art, the Hirshhorn Museum i the Tate Modern. W zeszłym roku, MoMA dołączyła Panią Herrerę do wystawy panteonu latynoskich artystów.Tego lata, podczas retrospektywnej ekspozycji w Anglii, The Observer of London nazwał Panią Herrera odkryciem dekady, zadając jednocześnie pytanie “Jak mogliśmy przegapić tak fantastyczne kompozycje?”

Krótko mówiąc, Pani Herrera, dziewięćdziesięciolatka z artretyzmem jest HOT. W świecie, w którym króluje młodość i nowość, stanowi zupełnie inny i kompletnie rzadki rodzaj sukcesu. Sukces artysty przez lata niezauważanego przez rynek i historię przetrwania z konieczności.

“Maluję, bo muszę to robić. To kompulsywność dająca mi dużo radości” powiedziała Herrera o swoim malarstwie. “Nigdy nie myślałam o pieniądzach, wręcz sądziłam, że sława jest czymś wulgarnym. Więc po prostu pracowałam i czekałam. I teraz, u schyłku życia, dostaję tyle uznania. W zasadzie ku mojemu zdumieni i przyjemności”.

Julián Zugazagoitia, dyrektor El Museo del Barrio w East Harlem, nazwał Panią Herrera “cichym wojownikiem swojej sztuki.”

Malując w prywatnym zaciszu od późnych lat 1930, z nielicznymi wystawami, Pani Herrera przetrwała dzięki wsparciu swojego męża Jesse Loewenthal przez 61 lat.

Uznanie dla Pani Herrery przysżło w kilka lat po śmierci małżonka w wieku lat 98 w roku 2000. „Wszyscy twierdzą, że Jesse musiał zarządzić całym tym sukcesem z góry” mówi Pani Herrera „Jasne, Jesse na chmurce. Pracowałam naprawdę ciężko przez te lata, więc może to dzięki mnie”. Oto postawa godna walecznej kobiety.

O swojej sztuce mówi oszczędnie „Obrazy mówią same za siebie” mówi. Geometria i kolor są istotą jej prac, przez całe życie starała scalić je do ich esencji jak malarskie haiku.

Urodziła się w 1915 r. w Hawanie, gdzie jej ojciec był redaktorem naczelnym i założycielem gazety El Mundo, jej matka była zaś reporterką. Jako dziecko pobierała lekcje sztuki, skończyła szkołę w Paryżu i uzyskała dyplom z architektury na kubańskim Uniwersytecie. W 1939, w połowie studiów, poślubiła Pana Loewenthal’a i przeniosła się do Nowego Yorku. Nie mieli dzieci.

W Nowym Jorku studiowała w Art Students League of New York ale swój talent i artystyczną świadomość odkryła tak anprawdę dopiero w Paryżu. Wyjechała tam ze swoim mężem na kilka lat po II Wojnie Swiatowej. Dołączyła tam do grupy abstrakcjonistów zgromadzoną wokół wpływowego Salon of New Realities, gdzie jej prace były wystawiane obok dzieł Josef Albers, Jean Arp, Sonia Delaunay.

“Poszukiwałam języka obrazu i znalazłam go właśnie w Paryżu” powiedziała Herrera “Ale gdy wróciliśmy do Nowego Jorku, taki rodzaj sztuki – typu mniej znaczy  więcej –  był kompletnie nieakceptowalny. W modzie był abstrakcyjny ekspresjonizm. Zadna galeria mnie nie chciała.”

Pani Herrera zaakceptowała również pewną swoją ułomność ” bariery, które napotkała jako kobieta, artystka o pochodzeniu latynoskim. Poza tym “jej sztuka nie była łatwo przyswajalna w ówczesnym czasie,” powiedział Zugazagoitia. “Nie malowała kubańskich widoczków, kwiatków z tropiku czyli tego czego normalnie spodziewać się można od kubańskiej emigrantki. Była po prostu o całe okrążenie przed innymi”

Przez lata miała kilka wystaw w muzeach takich jak the Alternative Museum in 1984, El Museo del Barrio in 1998. Nigdy jednak niczego nie sprzedała. I nigdy tego nie potrzebowała.

Pewnego dnia w 2004, Pan Bechara był na kolacji z Frederico Sève, właścicielem Latin Collector Gallery na Manhattanie, który organizował właśnie wystawę artystek malujących geometrycznie. Tony Bechare od razu stwierdził, ze jeśli mówimy o geometrii i malarkach, to niezbędna jest Carmen Herrera. Odpowiedzią Pana Sève było “A kto to do cholery jest Carmen Herrera?’”

Następnego ranka Panu Sève doręczono do galerii kilka prac. Pomyślał, że są to obiecane obrazy znanej brazylijskiej artystki Lygii Clark przy czym w rzeczywistości były pracami Herrery. Obrócił jeden z obrazów i ku swojemu zdziwieniu zauważył, że datowane były o całą dekadę wcześniej niż prace Clark. “Wow, wow, wow,” powtarzał ciągle. “Mamy tutaj pioniera malarstwa geometrycznego.”

Pan Sève szybko zadzwonił do Elli Fontanals-Cisneros, znanej kolekcjonerki, założycielki fundacji sztuki w Miami. Natychmiast zakupiła pięć prac Herrery. A Estrellita Brodsky, inna kolekcjonerka sztuki, zakupiła kolejne pięć. Agnes Gund, były prezydent Museum of Modern Art, także zakupił kilka, a wraz z Panem Bechara, ufundowali jeden z jej czarno-białych obrazów MoMA’ie.

Niedawna wystawa w Anglii, teraz zmierzająca do Niemiec, miała miejsce po tym jak kurator wystawy trafił na Panią Herrere w Internecie. W zeszłym tygodniu The Observer ogłosił wystawę retrospektywną Carmen Herrery jako jedną z 10 najlepszych wystaw roku obok wystawy Picasso czy Ed Ruscha.

Późny sukces Carmen Herrery zaskoczył ją w wielu wymiarach. Jej prace chodzą w tej chwili od 30-40 tys. dolarów. Sama śmieje się, że ma teraz więcej pieniędzy niż kiedykolwiek w życiu.

„Tylko miłość do prostych linii trzyma mnie przy życiu” podsumowuje Carmen Herrera.

Ta historia dała mi dzisiaj wiele pozytywnej energii. Podziwiam ludzi, którzy mimo wielkiego talentu pozostają normalnymi, szczerymi, pełnymi uśmiechu i dystansu do siebie.

Jeśli mielibyście ochotę zakupić obraz Carmen Herrery wejdźcie na Artnet.com.

Więcej prac zobaczycie tutaj.

źródło: The New York Times, Woman’s Day, Guardian.co.uk, Latincollector.com, minusspace.com

zdjęcia: Todd Heisler/The New York Times

autor: Monika Biedrzycka

2 Responses to “Sztuka czekania”

  1. Bardzo ciekawe!!!!!! dzięki!!!!! już idę w Net oglądać jej prace :-)

  2. bardzo mi sie spodobaly te prace

Leave a Reply