Orient nie tylko express
Nadszedł czas na kolejny felieton… Pomyślałem – może o Stambule? Tak się życie ułożyło, że właśnie tam spędziłem kilka dni, wrażenia będą świeże, więc… - tak! O Stambule!
Ale jak tu napisać o Stambule, żeby nie powtarzać banalnych sformułowań o „miejscu, gdzie krzyżują się drogi wschodu i zachodu”, o „bogactwie orientu” czy o „wspaniałych zabytkach”?
No… Może tak?
Stambuł jest męczący. Oto płacisz 10 lir i wjeżdżasz na wieżę Galata, nieopodal głównego dreptaka, Istiklal, i widzisz z góry miasto. Aż po horyzont, i to ze wszystkich stron. Ba, miasto jest nawet za horyzontem, po stronie naszej, europejskiej, i za horyzontem za Bosforem, gdzie już Azja. Niby wikipedia twierdzi, że mieszka tu 11 milionów ludzi, ale przygodnie spotkani Turcy mówią coś o 20 milionach. Myślę, że można im wierzyć. Nawet te 11 milionów to mniej więcej tyle, ile mieszka na Litwie, Łotwie, w Estonii oraz Finlandii razem wziętych. Tłum jest wszędzie, o każdej porze (The City Never Sleeps), tłum jest hałaśliwy, gwarny i powszechny. Tłum składa się z tutejszych i z przyjezdnych, a przyjezdni są zewsząd – od Duszanbe, przez Benghazi po Pekin… Zresztą, wystarczy rzucić okiem na rozkład portu lotniczego…
Stambuł jest męczący bo taka jego natura… Oto dwudziesty czwarty raz w ciągu dnia zaczepia Cię sprzedawca, no powiedzmy – dywanów. Nie… nie możesz odpowiedzieć, zrezygnowana wrzeszcząc I don’t want any of your fucking carpet, nie nie nie… Należy się uśmiechnąć, delikatnie, acz stanowczo powiedzieć, że TYM RAZEM nie zajrzymy do sklepu, ale następnym razem na pewno. Więc on odpowie – oh, yes, next time for sure. I nie wolno mu tego “next time” zabierać, bo to jest jego… dorobek w tej żmudnej pracy, to jest poczucie dobrze spełnionego obowiązku handlowego, to jest wreszcie ucieleśnienie od wieków stosowanego tu marketingu bezpośredniego, choć nie mam pewności, czy za sułtana też tak się ów small-talk nazywał…
Stambuł jest drogi. To znaczy – może lepiej powiedzieć, że spodziewalibyśmy się, że jest tańszy. A tu niespodzianka. Bo jak przychodzi ochota na piwko przy reprezentacyjnej ulicy to trzeba wysupłać od 6 do… no nawet 20 lir. (1 TL = 2 PLN). A w klubie tanecznym, to i wjazd 20 i cokolwiek do picia od 15. Ceny londyńskie, co? Noclegi na szczęście tanie. Hotel, gdzie Agata Christie pisała Morderstwo w Orient Expressie, znaczy się Pera Palace, akurat w remoncie, więc można się zatrzymać w jednym z miliona hotelików albo koło Taksimu albo koło dworca Sirkeci za jakieś nawet 30 euro, ale Hilton to nie będzie. Choć jak ktoś chce – to Hilton też jest. Kebab w bułce plus ajran – 1,5 liry w budzie. Pyszne, acz niewielkie. Raczej przegryzka. Tak normalnie, w restauracji – drogo. W każdym razie drożej niż w Warszawie. Wstęp do Agii Sofii – 20TL, tyleż do Topkapi plus dodatkowe 15TL jak ktoś chce obejrzeć jeszcze harem tamże. Błękitny Meczet za darmo.
Za darmo również feeria barw i zapachów, u nas niedostępnych, a niezbędnych do zrozumienia, czym naprawdę jest to miasto.
Za darmo również – o ile masz w sobie wystarczająco dużo asertywności – wielki bazar. Największy chyba, bo z prawie 4 tysiącami kramików. Można sobie obejrzeć i kupić słynne tureckie dżinsy, skóry, po które niekiedy nasi rodzice jeździli na handel 20 lat temu, majtasy, złoto, srebro, tombak, zegarki, herbatę, tygielki do kawy i kawę, manekiny, sprzączki, oraz milion innych mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy. Ciekawe, że po drugiej stronie ulicy, w starej części Sultanhametu, cały ten gwar prawie nagle ucicha… Gubisz się w jednej z wąskich uliczek, przy której stoją pamiętające początek XX wieku drewniane kamieniczki, z suszącymi się kalesonami na sznurach, patrzysz na oglądających Cię przez okno mieszkańców, oni jakby trochę zmieszani, że aż tu doszedłeś, a potem… uliczka się kończy, bo już tory kolejowe, po których jeździł Orient Express, a tuż za nimi Morze Marmara i stada krzykliwych mew, polujących na swoją szprotkę na obiad.
autor: Rafał Turowski
zdjęcie: Quim Bahí: Cisterna Basilica, Istambul., Osvaldo Gago: Sultan Ahmed Mosque or Blue Mosque, Istanbul.






Leave a Reply